piątek, 9 kwietnia 2010

Hazyview

Ostatnie nasze zetknięcie z cywilizacją to Hazyview, kilka supermarketów postawionych z myślą o turystach. Przed szklano-aluminiowym budyneczkiem KFC spotykamy pierwszego czarownika i jego kram. Wokół bioder obwiązany jest charakterystyczną biało-czarno-czerwoną chustą, tworzącą coś w rodzaju spódnicy. Na jego piersiach krzyżują się rzędy korali we fluorescencyjnych kolorach, nadgarstki i kostki obwieszone ma ozdobami, z tyłu głowy we włosy wpleciony specjalny liść. Przyglądamy się ukradkiem jemu i jego flakonikom, suszonym roślinom, kościom i innym fragmentom zwierząt, małym miotełkom i innym akcesoriom nieznanego zastosowania. Zaczynamy czuć kaliber duchowych wyzwań, z którymi zmierzymy się w najbliższym czasie.

Team Belfast


Zespoły, w których wyjechaliśmy na ewangelizację zostały dobrane w taki sposób, żeby zderzyć ze sobą osoby, które w trakcie szkolenia nie miały okazji bliżej się poznać. Nic dziwnego, że listy z przydziałem do grup, wywieszone na tablicy ogłoszeń, nie wzbudziły ogromnego entuzjazmu – sama niespecjalnie wiedziałam, co myśleć o ludziach, z którymi mam spędzić kolejne 2 tygodnie. 10 osób, 8 narodowości, rozmaite charaktery, różni nas bardzo wiele: wiek, doświadczenie, kościoły z których pochodzimy, wreszcie – oczekiwania, z którymi wybieramy się do Gazankulu. Najbliższe dni będą uwypuklać te różnice, dając niepowtarzalne możliwości, by rozwijać się, kształtować, zmieniać... Żelazo ostrzy się żelazem!

Ostatecznie z niektórymi się bardzo polubiliśmy, innych – nauczyliśmy się cierpliwie znosić (i oni nas!), ale co bardzo ważne, udało nam się przez cały pobyt zachować jedność, jak na uczniów Jezusa przystało.

środa, 31 marca 2010

Wielkanocne życzenia

niedziela, 21 marca 2010

W drogę!

Drodzy Przyjaciele!
Dziś w nocy (21 marca) wyruszamy do Gazankulu, wiejskiego rejonu przy granicy Parku Krugera, gdzie osiedlili się uchodźcy z Mozambiku. Razem z naszym 10-cio osobowym zespołem, złożonym z osób z 8 różnych krajów, będziemy się starali zanieść Ewangelię i służyć mieszkańcom wsi o nazwie Belfast.
Prosimy byście trwali razem z nami w modlitwie i razem z nami uczestniczyli w radości ze służby. Potrzebujemy się modlić o mądrość, miłość i jedność w zespole. Ufamy, że Bóg będzie ochraniał nasze zdrowie (rejon malaryczny - bierzemy leki zapobiegawcze i dobrze je tolerujemy). A przede wszystkim, pragniemy widzieć zbawionych ludzi, zmienione życia, powiew nowej nadziei dla tej społeczności.
Ponieważ to dość odizolowany teren, do 7 kwietnia będziemy bez dostępu do internetu czy telefonu komórkowego - prosimy, nie gniewajcie się, jeśli nie odpowiemy na życzenia świąteczne lub maila.

Jesteście ciągle w naszych sercach, dziękujemy za Was Bogu,
Uściski
Szczepan i Weronika Czajko

Jak kolorowo!

Uczestnicy szkolenia w międzynarodowych strojach

Kici kici


środa, 3 marca 2010

Jak pada, to pada!





Deszcz po Afrykańsku? Prawdziwa ulewa! Przychodzi znienacka, nie bawi się w delikatność, ale nie zostaje na długo.
Dziś na przykład, o 3 nad ranem obudziła nas wielka ulewa - blaszany dach aż huczał, wstaliśmy szybko, żeby wyłowić pływające buty z jeziora przed naszymi drzwiami, podstawić miskę pod cieknący dach. Miska wkrótce wypełniła się do połowy, krople uderzające z wysoka w plastik bębniły nam do snu... Rano słońce, ani śladu chmur, tylko wszędzie czerwone gliniaste błoto.