Niektóre kościoły obchodzą w Polsce Święto Dziękczynienia, ale na pewno nie jest ono tak zakorzenione w naszej kulturze jak w USA. Dla naszych przyjaciółek z Ameryki to bardzo ważny dzień. Szczególnie jedna z nich – Megan – przyznała, że to dla niej najpiękniejszy dzień w roku i zapragnęła wyprawić wielką dziękczynną kolację dla całej kilkunastoosobowej rodzinki AIDSHope. Kiedy usłyszeliśmy, że przygotowania trwały kilka dni, a biedna Megan gotowała w przeddzień święta do pierwszej w nocy, byliśmy wzruszeni.
wtorek, 28 grudnia 2010
Dziękczynienie
Autor:
Weronika
o
12:31
1 komentarze
Kłopoty i Boża moc
N. to wesoły dziesięciolatek, troskliwie opiekujący się swoją młodszą siostrzyczką T. Wszyscy mówią o niej, że ma swój świat – a tak naprawdę, dziewczynka jest bardzo delikatna, bardzo zamknięta w sobie i trudno nawiązać z nią kontakt, jakby zawsze była nieobecna. Możemy tylko podejrzewać, że musiała ją spotkać (lub wciąż spotyka) jakaś krzywda, która tak silnie zmieniła jej osobowość. Do pewnego momentu rodzeństwo mieszkało razem w “bezpiecznym domu”. Wiemy skądinąd, że ten dom wcale nie jest bezpieczny, dzieci które tam mieszkają są zaniedbane i opuszczone, a dofinansowania dla rodziców zastępczych są po prostu dobrym źródłem dochodów. Pewnego dnia N. przyszedł na popołudniowe zajęcia dotkliwie pobity, z ranami na całych plecach – okazało się, że rodzice zastępczy oskarżyli go o kradzież, pobili i wyrzucili z domu. Chłopak ze łzami w oczach przyrzekał, że nic nie ukradł. Ostatecznie zlądował u swojej biologicznej mamy, która też znajdowała się w jakiejś skomplikowanej sytuacji i nie była gotowa zamieszkać z dziećmi na stałe. Dzieciaki widywały się tylko w szkole i w Meetse, w sprawę udało się włączyć pracowników pomocy społecznej, ale tygodnie mijały, a nic się nie zmieniało. T. stawała się coraz bardziej wycofana, a N. coraz bardziej nerwowy – jego siostrzyczka została bez ochrony i opieki.
Autor:
Weronika
o
12:26
1 komentarze
sobota, 6 listopada 2010
Wypadek
W piątek pojechaliśmy do bazy treningowej, by udokumentować na video przygotowania nowej grupy do wyjazdu na wiejską ewangelizację w Gazankulu. Byli niesamowicie podekscytowani – po wielu tygodniach nauki wreszcie mogą ruszyć w teren!
Autor:
Weronika
o
20:54
2
komentarze
Jednak żyję!
Paulina przyszła ostatnio do mojego biura i widzę, że się zbiera w sobie, żeby coś opowiedzieć. Kręci się jeszcze trochę, trochę milczy, siada na fotelu i zaczyna mówić.
"Nikomu tego wcześniej nie mówiłam, bo nie chciałam żebyście się martwili. Teraz minęło już 6 miesięcy, to mogę powiedzieć. W Soshanguve są takie sektory - np. E, F, G, H - w których mieszkają naprawdę nieszczęśliwi ludzie i dzieje się tam mnóstwo okropnych rzeczy. Ja mieszkam w spokojnych rejonach, ale Bóg też ocalił mi życie. Była noc - spałam w swoim domu, we własnym łóżku, i nie wiem dlaczego, nagle podskoczyłam we śnie. Usłyszałam strzał, poczułam jakby palący ogień, zrobiło mi się gorąco na plecach. Okazało się, że ktoś strzelał przez dziurę w ścianie. Gdybym nie podskoczyła, trafiłby mnie prosto w głowę. A tak tylko mnie drasnął, mam bliznę na plecach. Jak się zorientowałam co się stało, nie było we mnie strachu, tylko taki niepojęty spokój. Chwaliłam Boga i śpiewałam mu, bo znów okazał mi dobroć. Ten człowiek, który strzelał, już nie wrócił od tamtej pory."
Autor:
Weronika
o
20:53
2
komentarze
sobota, 23 października 2010
Bóg kocha białe dzieci?
Dzieciaki uczyły się ostatnio podczas popołudniowych zajęć nowej piosenki. Słowa mówiły o tym, że każdy jest inny, ale Bóg kocha każde dziecko. Młode misjonarki, by pomóc dzieciom zrozumieć tę prawdę, zadawały kolejno pytania: "Czy Bóg kocha dzieci z Afryki?" "Czy Bóg kocha dzieci z Azji?" "Czy Bóg kocha dzieci z Ameryki?". Za każdym razem maluchy odpowiadały chórem: "Taaaak!". Dziewczyny zapytały też "Czy Bóg kocha białe, afrykanerskie dzieci?", i jakże zrzedły im miny, gdy nasi drodzy podopieczni bez chwili zastanowienia wykrzyczeli: "Nieeeee!"
I zabawne to, i straszne!
Autor:
Weronika
o
20:33
5
komentarze
Pretoria w kwiatach
Jesteśmy w RPA już prawie rok, ale po raz pierwszy możemy zrozumieć i zobaczyć dlaczego Pretorię nazywa się "jacaranda city". Przez kilka wiosennych tygodni centrum miasta dosłownie tonie w kwiatach tego pięknego południowoafrykańskiego drzewa - tak pachnące i dostojne, że nie widzi się ludzkiej słabości i bałaganu... Cudowny Stwórca!
Autor:
Weronika
o
13:05
2
komentarze
Wypadek
Okazało się, że mąż Pauliny, choć nie pracuje na stałe, wykonywał w ostatnim czasie różne prace dorywcze. W drodze powrotnej z banku, gdzie poszedł wypłacić zarobione pieniądze, został napadnięty. Napastnicy zatruli go jakimiś silnymi narkotykami czy trucizną. Zabrali mu wszystko i zostawili go w polu, rozebranego do naga. Mama była przerażona stanem, w jakim był już następnego ranka - mąż nie pamiętał podstawowych informacji na swój temat, nie był w stanie czytać, nie potrafił skorzystać z telefonu. Paulina zabrała go do szpitala. Pieniądze, które zginęły, okazały się być bardzo potrzebne. Ja tego od początku nie wiedziałam, ale kobieta przyznała się liderom, że nie ma jedzenia ani środków na transport.
Modliliśmy się z Pauliną, i czułam się taka przytłoczona afrykańską rzeczywistością. Chciałabym mieć dość miękkie serce, by umieć "płakać z płaczącymi". W takich chwilach brakuje mi łez, choć ból przeszywa głęboko. Bóg odwiedził nas w modlitwie, wiara zwyciężyła bezradność. Zaczęłam ją pocieszać, wskazując na Jezusa: "Bóg się wami zaopiekuje. Nie bój się Mama. Zaufaj Mu, On was przez to przeprowadzi". Paulina powtarzała tylko: "Bóg jest dobry. Bóg jest dobry." Wiem że w takim momencie to nie jest wyznanie, które przychodzi lekko.
Mąż Pauliny zaczął wracać do zdrowia. Nie został w szpitalu, bo nie było miejsca, ale chodzi tam prawie codziennie, dostaje leki. Miał silnie poparzony przełyk, dzięki Bożej łasce wątroba i żołądek nie zostały całkiem zniszczone. Minęło już kilka tygodni i nie jest jeszcze dobrze, ale znacznie lepiej. Bóg jest dobry, ale ludzie potrafią być okrutni i bezmyślni.
Kiedy myślę o tych wydarzeniach, widzę zło, które sączy się i atakuje z każdej strony, i widzę jak w Jezusie to wszystko nie ma znaczenia. Jak każde wydarzenie może przyczynić się do uwielbienia Boga. Jak lśni Jego chwała.
Z Mamą coraz częściej możemy się modlić i rozmawiać o Bogu i o życiu. Tak się akurat złożyło, że w dniach tej jej tragedii zostaliśmy obdarowani dodatkowymi finansami - zbliżały się Szczepa urodziny. Paulina zaniosła do domu dodatkowe pieniądze, które równały się może połowie jej pensji. Szczepan pokornie usunął się z tej emocjonalnej sceny, a Mama znów płakała w moich ramionach, tym razem ze wzruszenia. Spontanicznie zaczęła się modlić, a tuż potem powiedziała stanowczo: "Muszę wam zrobić pranie. Pozwól mi wyprasować wszystkie wasze ubrania!"
A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują... (Rzym 8,28)
Autor:
Weronika
o
09:02
2
komentarze
